Historia Scottiego

Scotti był naszym biszkoptowym labradorem, który był nie tylko członkiem rodziny lecz także znakiem firmowym O'Canis. Kilka lat temu przybył do nas mały biszkoptowy labrador Scotti i od razu zdobył nasze serca jako nowy, bystry członek rodziny. Zajął on także natychmiast ważną pozycję w prowadzonej przez nas hurtowej sprzedaży karmy dla zwierząt. Dzięki dobremu węchowi i zmysłowi smaku zadaniem jego było, wyszukiwanie tych produktów, które były zdrowe i naturalne. I tak wybierał on coraz to nowsze produkty, które wprowadziliśmy do naszej sprzedaży.

Dzięki fantastycznemu węchowi i dobremu zmysłowi smaku szybko nam pokazywał, co mu smakowało i zarazem było zdrowe. Tak z czasem powstała marka O'Canis i pod nadzorem Scottiego rozwinęła naturalne gryzaki, mokrą karmę w puszkach a ostatnio nawet suchą karmę O'Canis z mięsa konia, łososia i ziemniaków przygotowaną w procesie tłoczenia na zimno.

Na szczęście w ciągu dziewięciu lat Scotti nie musiał chodzić do weterynarza.

 

Pewnego weekendu byliśmy rano pobiegać ze Scottim. Po powrocie zauważyliśmy, że jego prawe ucho jest bardziej opadnięte niż lewe i nie reaguje na żadne bodźce, w przeciwieństwie do ucha lewego. Pełni niepokoju przeglądaliśmy internet w poszukiwaniu rozwiązania i przyczyn. Po kilku godzinach poszukiwań i testowaniu wszelkich możliwych reakcji Scottiego, mogliśmy na szczęście wykluczyć udar.

Scotti poruszał się normalnie, odnajdywał się bez problemu, jego wzrok był bez zarzutu i bez problemu wykonywał takie komendy jak „siad” i „miejsce”. Mimo to następnego dnia poszliśmy dalej pełni niepokoju do weterynarza, który zdiagnozował ostre zapalenie nerwu twarzowego. Tego dnia Scotti dostał po raz pierwszy lekarstwo (antybiotyk) w nadziei, że zapalenie szybko minie i pełni zapału będziemy mogli dalej testować produkty O'Canis. Niestety mimo wszelkich prognoz i życzeń ucho naszego labradora nie wyglądało lepiej, a zapalenie przeszło na mięśnie oka i fafle. Scotti musiał bywać coraz częściej u weterynarza. Tydzień później pogorszył się jego stan. W tym czasie dostał nawet kortyzon. Scotti był coraz słabszy i w ciągu trzech tygodniu bardzo schudł.

Nie mogliśmy się z tym pogodzić. Postanowiliśmy ponownie poszukać przyczyn. Zasięgnęliśmy opinii weterynarza, który zapewnił nas, że wg morfologii krwi Scotti jest zdrów jak ryba i nie odczuwa bólu. Bezradni spędzaliśmy prawie każdy dzień w internecie w poszukiwaniu rozwiązania, ewentualnie diagnozy choroby. Rozmawialiśmy też dużo z naszymi znajomymi i przyjaciółmi, w nadziei otrzymania pomocy lub też rady, co mogłoby pomóc Scottiemu. W tym czasie Scotti cierpiał już na nieustanne napady kaszlu, które świadczyły o znajdującej się „wodzie w płucach”. Niezwłocznie dostał zastrzyk od weterynarza i kaszel ustąpił.

Otrzymaliśmy ostateczną diagnozę - „myastheiagravis”. Stwierdzona przez trzech weterynarzy jako nieuleczalna choroba. Schorzenie to charakteryzuje się zakłóceniem przekazu sygnału między nerwami a mięśniami.

Warto podkreślić, że w tym czasie Scotti nadal chętnie jadł, pił, przynosił piłkę i chciał spacerować. Dlatego też chcieliśmy zasięgnąć innej opinii i diagnozy. Na szczęście Scotti przez lata zyskał uznanie w branży zajmującej się pokarmami dla zwierząt. I tak zaprzyjaźniona firma Markus-Mühle usłyszała o jego chorobie. Firma Markus-Mühle dzięki dzięsiątkom lat doświadczeń ze specjalistami w żywieniu psów jak również doświadczeń z chorymi psami, poleciła nam weterynarza, który specjalizuje się  w tej chorobie.

Teraz wierzyliśmy, że uda się go wyleczyć i Scotti dalej będzie mógł służyć pomocą przy produktach O'Canis.

W następnych dniach, aby postawić dokładną diagnozę i ustalić odpowiednią terapię, Scotti został poddany szczegółowym badaniom.

Bylibyśmy bardzo wdzięczni za wszelkie informacje odnośnie tej choroby, jej przebiegu lub też podobnych symptomów. Być może inni posiadacze psów mają podobny problem i nie wiedzą co dalej.

O'Canis powstało dzięki Scottiemu i z tego też względu chcielibyśmy informować Państwa na bieżąco...

16-go listopada 2011 roku pożegnaliśmy naszego Scottiego. Jesteśmy bardzo smutni z powodu jego nagłej choroby. Niestety do końca nie mogliśmy określić przyczyny jego zachorowania. Bardzo złe wyniki badania krwi pod kątem czynności wątroby i zapalenie płuc pogorszyły jego stan. Jednakże przez lata byliśmy pełni radości, cieszyliśmy się ze zwierzęcych niespodzianek jak również z bezgranicznej miłości i zaufania. Z tego też powodu zdecydowaliśmy się, rozwijać wspaniały pokarm dla naszego Scottiego i innych psów. Udało nam się dzięki niemu. Zawsze będzie on w naszych sercach i dalej pod jego imieniem będziemy rozwijać wspaniałe i naturalne produkty.

 

Niech spoczywa w pokoju nasz ukochany Scotti.

Twoja rodzina.